Historia z życia: Dlaczego 50/30/20 to nie wszystko?
Pamiętam, jak w 2018 roku mój dobry znajomy, Marek, wynajął swoje pierwsze samodzielne mieszkanie w centrum. Zarabiał nieźle, powyżej średniej krajowej, a mimo to pod koniec każdego miesiąca jego konto świeciło pustkami. „— Słuchaj, nie kupuję luksusowych zegarków, nie jem codziennie w restauracjach, a i tak nie wiem, gdzie uciekają te pieniądze” — mówił mi wtedy przy kawie. Problem Marka był typowy dla wielu singli: brak efektu skali. W dwuosobowym gospodarstwie czynsz czy media dzielą się na pół, u singla — wszystko spada na jedną głowę.
Zaczęliśmy od prostego audytu. Okazało się, że subskrypcje, których nie używał, drobne zakupy spożywcze robione bez planu i brak wydzielonego funduszu na nieprzewidziane awarie pralki czy dentystę, zżerały prawie 25% jego dochodu. To był moment przełomowy. Marek musiał zrozumieć, że zarządzanie budżetem w pojedynkę wymaga większej dyscypliny niż w parze, bo nie ma „drugiego bufora” w postaci pensji partnera.